złodziejka książek okładki

Złodziejka książek. Recenzja

„Złodziejka książek” Markusa Zusaka jest bestsellerem przetłumaczonym na czterdzieści języków. Trudno nazwać ją nowością: pierwsze wydanie było w 2005 roku (na polski przetłumaczona trzy lata później), a w 2013 roku została zekranizowana. Z tej okazji w Polsce mieliśmy kolejne wznowienia powieści, z filmową okładką. Od paru lat powieść Zusaka uchodzi za jedną z tych pozycji, którą każdy mól książkowy powinien przeczytać. Filmu nie oglądałam – ale nie jestem pewna, czy jest w stanie oddać to, co najbardziej przykuło moją uwagę, gdy zaczęłam czytać: styl i sposób napisania powieści.

złodziejka książek gdy los ci coś odbiera trzeba odpłacić mu tym samym

„Złodziejka książek” reż. Brian Percival, kadr z filmu, źródło: kultura.gazeta.pl

 

złodziejka książek kadr z filmu

„Złodziejka książek” reż. Brian Percival, kadr z filmu, źródło: wyrwanezkontekstu.pl

 

Oficjalny trailer filmu „Złodziejka książek”:

Rzadko czytam książki, w których akcja umiejscowiona jest podczas II wojny światowej. Ta pozycja jest jednak inna od wszystkich. Nie nazwałabym tej książki książką o wojnie. Choć oczywiście jest tam cały czas; podobnie jak miłość, życzliwość i smutek. Jednocześnie nie jest ckliwa. Jak mogłaby być, gdy głównym narratorem powieści jest… Śmierć?

Na samym początku nie byłam przekonana do dziwnego wstępu i wkrętów pomiędzy akapitami, do dziwnego narratora, który ma być śmiercią, a jednocześnie wydaje się dziwnie uczuciowa. Ale ostatecznie ten dziwaczny styl przykuł moją uwagę, zafascynował mnie na tyle, że byłam ciekawa – czy na następnej stronie też tak będzie? Czy zaczytam się w tak napisanej powieści? Czemu ma to służyć? Ale wyobrażam sobie, że niektórych może to zniechęcić do dalszego czytania. A jednak, ta empatyczna Śmierć… Warto ją lepiej poznać.

Głównym bohaterem jest kto inny: dziewczynka, nastolatka, która w przededniu II wojny światowej mieszka z przybranymi rodzicami na przedmieściu Monachium. Liesel Meminger, tytułowa złodziejka książek, pokazuje w powieści potęgę czytania i pisania jako symboli wolności. Oraz miłości.

Jednocześnie warto pamiętać, że to nie jest książka dla osób, których interesuje historia II wojny światowej. To powieść. Symbol. Nie odwzorowuje historycznej prawdy, raczej emocje i ducha osób żyjących w tym czasie.

Te 500 stron powieści mija szybko, może wręcz za szybko, zważywszy, że trzeba mieć jeszcze czas uporać się ze swoimi emocjami. Muszę powiedzieć, że to jedna z tych książek, która opowiada jak być człowiekiem w nieludzkich czasach.

Źródło zdjęcia głównego: aros.pl

Autor: Marta Niedzicka

Follow my blog with Bloglovin