leaves-690474_640

Zaginiona dziewczyna. Recenzja książki

Gillian Flynn udowodniła powieścią „Zaginiona dziewczyna”, że nie tylko jest mistrzynią zawiłych konstrukcji fabularnych, ale również doskonale radzi sobie z warstwą psychologiczną. W rezultacie otrzymaliśmy wciągający thriller, który jest jednocześnie obrazem skomplikowanych relacji małżeńskich.

Już sam deszcz nagród, jaki spłynął na książkę Gillian Flynn może przyprawić o zawrót głowy. Powieść otrzymała miedzy innymi tytuł Książki Roku 2012 wielu prestiżowych pism, jak „Library Journal” czy „Publishers Weekly”, a sama autorka została uhonorowana nagrodą Entertainer of the Year tygodnika „Entertainment Weekly”. Do tego wszędzie pojawiały się entuzjastyczne recenzje. Brytyjski „The Observer” pisał o niezwykłej finezji autorki i o wyjątkowym kunszcie w umiejętności zbijania czytelnika z tropu, „The Guardian” dodawał, że stajemy się świadkiem wielowymiarowego spektaklu o małżeńskiej dysfunkcji”. Warto jeszcze dodać, że na podstawie książki powstał znakomity firm Davida Finchera, do którego Flynn napisała scenariusz.

Już punkt wyjścia, jak przystało na dobry thriller, jest zagadkowy, a potem jeszcze bardziej wszystko się gmatwa. Często nie wiemy, co jest prawdą, a co fałszywym tropem. Gdy już się wydaje, że przejrzeliśmy autorkę i wymyśloną przez nią historię, następuje kolejny punkt zwrotny, który wywraca wszystko do góry nogami. A my pozostajemy tak samo bezsilni w swoich domysłach, jak na pierwszej stronie powieści. Nic tu nie jest proste i nic nie jest oczywiste. Już sama historia, podzielona na trzy części, rozpada się na dwa punkty widzenia: żony (Amy Elliott) i męża (Nicka Dunne), łącząc w sobie nie tylko różne spojrzenia na ich małżeństwo, ale także zespalając to, co przeszłe z tym, co utkwiło w teraźniejszości.

Nick, czyli co może stracić chłopak?

Nick jest ofiarą szalejącego w Stanach Zjednoczonych kryzysu, który ma twarz beznamiętnego cięcia kosztów. To właśnie sprawia, że ambitny dziennikarz, zgłębiający tajniki świata filmu i podkultury, zostaje z dnia na dzień bez pracy. Jakby tego było mało, w takiej samej sytuacji wkrótce znajdzie się jego żona. Razem wyjeżdżają z Nowego Jorku do prowincjonalnego miasteczka w Missouri, które ma stać się ich wybawieniem, a zmienia się w koszmar, zwątpienie i poczucie bezsilności. Nick grzęźnie w tym, prowadząc wraz z siostrą bliźniaczką podrzędny bar. Amy prowadzi dom i również nie widzi w swoim życiu niczego optymistycznego.

Książka zaczyna się od wielkiego wstrząsu, który okazuje się uwerturą do skomplikowanego, wielowymiarowego koncertu, wygrywanego przez Gillian Flynn na naszych emocjach i domysłach. W 5 rocznicę ślubu Nick wraca po pracy do domu i znajduje zdemolowany pokój, połamane meble oraz ślady krwi. Amy znikła i, wszystko na to wskazuje, stało się coś złego. Akcja poszukiwawcza, w która angażuje się wiele osób, nic nie daje. Co rusz autorka podsuwa nam różne tropy, by po chwili przyznać, że z nas zakpiła. A my godzimy się na to, bo taka jest konwencja dobrego thrillera. Lubimy być wodzeni za nos w sposób inteligentny, a tego, z pewnością, Gillian Flynn, odmówić nie sposób.

W pewnym momencie na listę naszych podejrzanych trafia sam Nick, który nie wydaje się być specjalnie załamany z powodu zaginięcia żony, kluczy, zwodzi policjantów, grzęźnie w sprzecznościach. Ale Nick byłby zbyt oczywistym sprawcą. Może więc kto inny zrobił krzywdę Amy? A może to wszystko kolejny ślepy trop, którym próbuje nas zmylić autorka. Bo tutaj nic nie jest takim, jakim się wydaje. Historię po zniknięciu Amy, poznajemy właśnie oczyma Nicka, który z każdą stroną powieści udowadnia coraz bardziej, że stracił nie tylko żonę, ale coś więcej, część samego siebie.

Amy, czyli poszukiwanie sensu bycia

Skomplikowane relacje małżonków poznajemy również z punktu widzenia Amy. Jej postrzeganie męża, oczekiwania, sploty codziennych wydarzeń, poszukiwanie miłości i zmaganie się z nienawiścią to wątki, które wypełniają dziennik kobiety: od poznania Nicka do dnia zaginięcia. Związek bohaterów zostaje poddany drobiazgowej analizie, autorka książki rozkłada go na czynniki pierwsze, próbując w ten sposób dotrzeć do istoty ich relacji, starając się dotknąć sensu ich bycia razem. Poprzez ich pryzmat analizuje małżeństwo samo w sobie i nie dochodzi, niestety, do zbyt optymistycznych wniosków. Sytuację komplikuje jeszcze bardziej fakt, że Amy i Nick nie są tylko źli lub dobrzy, nie są czarni lub biali. Każde z nich ma swoje ułomności i grzechy, każde z nich ulega swoim słabościom. Oglądając postać Nicka oczyma Amy, jeszcze bardziej przekonujemy się, jak toksyczny jest ich związek, jak bardzo udają, grają swoje role, nie będąc w rzeczywistości tymi, za których się podają. Bo czy z ręką na sercu można naprawdę nazwać ich małżonkami?

Podsumowanie

Gillian Flynn w „Zaginionej dziewczynie” konstruuje opowieść wielopiętrową. Na jednym planie mamy, oczywiście, historię tajemniczego zaginięcia Amy, na innym poznajemy relacje pomiędzy małżonkami. Do tego dochodzi jeszcze cały szereg wątków społeczno-obyczajowych i obraz amerykańskiego kryzysu gospodarczego. Wszystkie te elementy autorka splata niezwykle umiejętnie, nie zapominając przy tym o budowaniu napięcia i o tkaniu atmosfery niepewności. W rezultacie czytelnik zagłębia się w ten świat Flynn z coraz większą ekscytacją, nie mogąc oderwać się od lektury. „Zaginiona dziewczyna” to powieść, która wzbudza niepokój i pochłania bez reszty, a potem zaskakuje zakończeniem. Jednak dobrym thrillerze o to właśnie chodzi.

  • Książka jak dla mnie jest cudowna 🙂
    Podobnie jak dziewczyna z pociągu i nieznajomy 🙂
    Może znasz podobne tytuły do tych książek? :))

    • Polecam inne tytuły Coben’a 🙂 Lubisz Dan’a Brown’a? Polecam „Zaginiony symbol”