• Home
  • /
  • RECENZJE
  • /
  • Ks. Jan Kaczkowski. Książki nie tylko dla wierzących.
ks jak kaczkowski

Ks. Jan Kaczkowski. Książki nie tylko dla wierzących.

Bałam się tych książek. Bałam się, zatem gdy znajomi zachwycali się „onkocelebrytą”, starałam się odwracać wzrok. Nie chciałam słuchać zwłaszcza o poczuciu humoru; zbyt często maskuje ból, pozwalając trzymać na dystans to, co straszne. Wiem, jak wygląda, gdy umiera bliska osoba. Już to obserwowałam. Co może mieć mi do powiedzenia na ten temat ksiądz Jan Kaczkowski i książki jego autorstwa, osoba zupełnie mi obca i medialna? Zwłaszcza, że nawet ludzie, których znałam, i którzy przeżyli swoje chwile zwątpienia i grozy, po jakimś czasie zwyczajnie wartościowali, co w moim życiu i w historii moich bliskich było dobre, a co złe. Ferowali wyroki, mówiąc mi, co powinnam była zrobić inaczej. Nie zamierzałam pozwolić oceniać się kolejnej osobie. Jakie miałby do tego prawo? Że też umiera?

ks jan kaczkowski książki

okładki pobrane ze strony http://aros.pl/

A potem zorientowałam się, że to, co naprawdę wypieram, to hospicjum (domowe) i wspomnienia z ostatnich miesięcy choroby. I gdy na mijanej w księgarni książce zobaczyłam pod nazwiskiem księdza dopisek „nieco poważniej niż zwykle”, zatrzymałam się i wzięłam ją do ręki. Było to już po jego śmierci, w ostatnich dniach marca; Poniedziałek Wielkanocny pojawił się i spokojnie minął, a dopiero we wtorek przeczytałam, że księdza z nami już nie ma. Przeglądanie książek osób niedawno zmarłych budzi zawsze zamęt w moim sercu; ale chciałam się zmierzyć z hospicjum. Ze sobą.

Czytaliście „Grunt pod nogami”? Ktoś mógłby mnie zapytać, co osobie niewierzącej może zaproponować ksiądz w swoich kazaniach.

 

Ulgę.

 

Kiedy czytam, że choroba wyzwoliła go z lęku, z codziennych problemów – to rozumiem, o czym mówi. Jak przesuwa się ostrość widzenia: z najbliższego otoczenia na pejzaż roztaczający się przed nami. Szczegóły rozmywają się; stają się drobiazgami, z którymi co prawda czasem trzeba się uporać, ale wokół których nie koncentrują się te naprawdę ważne sprawy.

To dość krótka książka. Kazania w większości też nie są długie. Są za to pełne przemyśleń: starannych i pełnych zrozumienia, które rzadko wcześniej znajdowałam. Nie dobrotliwości czy wyrozumiałości. Poczułam się, jakbym spotkała osobę, która była w tych samych miejscach co ja. Na tych samych emocjonalnych rozdrożach. I jeśli ostatecznie doszliśmy do innych wniosków – a nawet, gdy doszliśmy do tych samych – to wciąż z zainteresowaniem śledziłam drogę, którą wybrała.

Dość wcześnie w książce księdzu Kaczkowskiemu udało się wejść na wyższy, bardziej prywatny poziom rozmowy ze mną. Stało się to, kiedy w postscriptum do kazania znalazłam poniższą uwagę:

„Nie dojrzałem jeszcze do wiedzy, że ciężka i nieuleczalna choroba nie daje nam jakichś wyjątkowych praw. Zwłaszcza do moralnej oceny innych.”

Tak po prostu przyznać się do braku dojrzałości; zwyczajnie i po ludzku sprostować, że popełniło się błąd – to właśnie mnie ujęło. I zamiast ciekawości i obawy stałam się aktywnym uczestnikiem dyskusji, czując nagle, że choć czytam cudze słowa, to jednocześnie jestem słuchana.

Nie wahał się też wkraczać w szarość. W te miejsca w naszym życiu, ani czarne, ani białe. Na przykład w te, gdy my – bliscy chorych osób – nie umiemy się pogodzić z sytuacją i próbujemy zaklinać rzeczywistość. „I w pewnym momencie pacjenci czują się winni, że nie zdrowieją”.

Och tak. Częściowo wciąż trochę się rumienię, myśląc o tym, chociaż po pewnym czasie przebaczyłam sobie. Nikt nas nie uczy, jak radzić sobie w kryzysach; zdobywamy tę wiedzę dopiero, gdy jest nam już potrzebna, ze wszystkimi wzlotami i upadkami idącymi w ślad za nauką.

Dla mnie nie jest to książka o raku. Nie są to kazania o raku. Żeby powiedzieć, o czym są, najłatwiej będzie mi użyć do tego słów księdza, zapożyczonych z jednego z kazań.

„Może spróbuję teraz poszukać odpowiedzi na pytanie: Jak radzić sobie z kryzysem, by nie skupiać się tylko na nieszczęściu które nas dosięgnęło?”

I odpowiada, przez całą książkę, w zgodzie ze swoimi słowami – nie skupiając się na nieszczęściu. Rozmawia o tym, co jest ważne. Tak, rozmawia, bo choć to kazanie – to jednak dialog. Podejmuje tematy trudne, przedstawiając swoje zdanie, ale nie forsując go. Nie wydając poleceń, co powinniśmy myśleć. To nie jest łatwe, uniknąć poczucia słuszności podczas prezentowania swoich poglądów.

Podejrzewam, że wierzący chętnie sami przekonają się, co ksiądz Kaczkowski miał im do powiedzenia. Ale chciałam polecić „Grunt pod nogami” i pozostałe książki także osobom niewierzącym: jeśli nie z powodów tak osobistych jak moje, to po intelektualno-etyczną debatę, którą trzeba podejmować. A jak się już wzruszycie, albo przynajmniej zaczniecie w głowie gorącą dyskusję z księdzem, to sięgnijcie po „Życie na pełnej petardzie” i poszukajcie, czy nie znajdziecie tam inspiracji dla siebie.

Czy żałuję, że postanowiłam poznać księdza Kaczkowskiego już po jego śmierci? Właściwie nie. Myślę, że by mnie zrozumiał, ba, że by się ze mną zgodził: bo nie czas jest tu najważniejszy. Ważne, że go poznałam, i że miał mi do powiedzenia coś ważnego. Że nie jestem sama.

PS. Przeczytałam też tę część książki, która zawiera „Przewodnik po dobrej spowiedzi”. Jestem niewierząca, owszem, ale nie zawsze tak było; dużo myśli poświęcałam wierze. I może nie potrzebuję teraz przewodnika po spowiedzi (tak też pomyślałam, z uśmiechem przerzucając kartkę w książce); ale jest tam wiele o przebaczaniu sobie. O zrozumieniu.

Hej, niewierzący, nie omijajcie tej części! Może was zaskoczyć.

Autor: Marta Niedzicka

Źródło zdjęcia głównego: wiadomosci.onet.pl

  • disqus_QMUNJ8JQgy

    Sama chyba bałabym się sięgnąć po te książki, ale recenzja jest zachęcająca, Tylko czy w tytule nie powinno być raczej „Ks. Jan Kaczkowski”?…

    • Swobodne mówienie o śmierci jest trudne, dla większości ludzi. Co do tytułu to racja, wkradł się błąd. Dziękuję za zwrócenie uwagi.

  • Ależ pięknie napisane… Nie wiem, czy sięgnęłabym po utworu księdza Kaczkowskiego, ale tak o nich napisałaś, że rozejrzę się za książkami księdza w bibliotece.

    • Marcie będzie bardzo miło kiedy jej powiem, że jej tekst tak Cię zainspirował 🙂

  • Mam jego książki w planach. 😉 Tak jak piszes, są niezależnie od wiary lub jej braku.

    • Jego książki to lektura najwyższego sortu, także warto.